Microsoft Windows ME

 

Jeszcze na początku 2000 roku Microsoft twierdził, że Windows 98 Second Edition to ostatni system operacyjny oparty na jądrze Windows 9x i DOS-u. Następcą popularnych okien miała być "konsumencka" wersja Windows 2000 - zubożała w stosunku do W2K Proffessional i wzbogacona o funkcje typowe dla zastosowań domowych, szczególnie obsługę gier i starszego sprzętu. Jednak wraz z postępem prac nad Windows 2000 okazało się, że na razie niemożliwe jest pogodzenie stabilności i zabezpieczeń technologii NT z wymaganiami użytkowników domowych - przede wszystkim zgodnością ze starszym sprzętem i oprogramowaniem. Postanowiono więc zaprojektować jeszcze jeden, ostatni Windows z linii 9x, który będzie równie uniwersalny, co poprzednicy, a zarazem wprowadzi jak najwięcej rozwiązań Windows 2000, by ostatecznie zerwać z dosowym rodowodem i przygotować grunt pod przyszłościowy system o kodowej nazwie Whistler. W ten sposób na nowe millennium pojawia się Windows Millennium Edition, promowane także jako Windows Me. Obie nazwy wiele tłumaczą: pierwsza nasuwa skojarzenie z Windows 98 Second Edition i nie jest to bezpodstawne, gdyż zakres zmian wprowadzonych w nowych oknach narzuca raczej nazwę Windows 98 Third Edition. Druga zaś symbolizuje nową (czy aby na pewno nową?) strategię Microsoftu, polegającą na skupieniu wszystkich potrzebnych użytkownikowi funkcji w systemie operacyjnym. W połączeniu z polityką "Windows wszędzie" brzmi to co najmniej niepokojąco, nie należy się więc dziwić, że rząd USA naciska na podział giganta z Redmont. Powyższe pytania nasuwają się od razu, szczególnie w kontekście lutowej premiery najważniejszego produktu Microsoftu ostatnich pięciu lat - Windows 2000. Skoro jest bardzo dobry produkt dla wymagających użytkowników oraz dobry, sprawdzony system dla mas, komu i na co potrzebny będzie Windows Me? Przecież od pojawienia się Windows 98 SE minął raptem rok; czy od tamtej pory zaszły aż tak duże zmiany? Odpowiedź jest prosta: w ciągu roku nastąpiła wręcz rewolucja sprzętowa, a Windows Me w założeniu ma nakierować warstwę programową (aplikacje, sterowniki itp.) na technologię Windows 2000. Tak więc Windows Me świetnie sprawdzi się jako system instalowany w nowych komputerach domowych, bo zapewni zgodność z najnowszymi urządzeniami. W przyszłości ułatwi natomiast przejście na system oparty na jądrze W2K. Microsoft wyraźnie pozycjonuje Windows Millennium jako produkt dla typowego domowego użytkownika zainteresowanego Internetem, rozrywką i maksymalną zgodnością z istniejącym sprzętem oraz oprogramowaniem. Jeśli poszukujesz bezpiecznego, stabilnego systemu do pracy, a nie zabawy, postaw na Windows 2000 - o ile masz komputer, na którym W2K można zainstalować. Sprawy wyglądają trochę gorzej w momencie, gdy Twój pecet ma więcej niż rok. Nie, nie z powodu wymagań sprzętowych (system zadowala się raptem Pentium 160 i 32 MB RAM, co w praktyce oznacza procesor klasy Pentium II i minimum 64 MB RAM), lecz ze względu na sensowność dokonania aktualizacji. Jeżeli używasz teraz Windows 98 lub Windows 98 SE, to Millennium właściwie nie zaoferuje Ci nic takiego, czego nie możesz za darmo ściągnąć z Internetu lub naszych płyt CD (jak np. Internet Explorer 5.5 czy Windows Media Player 7), a co mogłoby wyraźnie poprawić działanie komputera. Oczywiście zakładamy, że w ciągu najbliższych miesięcy nie zamierzasz kupić tony najświeższych urządzeń, które diametralnie zmieniłyby konfigurację komputera i że za pomocą dodatkowych aplikacji potrafisz sam przywrócić system do stanu sprzed awarii. Jak zawsze przy premierze kolejnej wersji Windows dowiadujemy się, iż te okna będą uruchamiały się i działały szybciej, zaoferują lepszą współpracę ze sprzętem oraz oprogramowaniem, zawieszą się tylko przy okazji awarii elektrowni i generalnie będą ideałem systemu dla mas. Przy okazji dorzucą kilka Nowych Technologii O Dziwnych Skrótach, które uczynią nasze życie lżejszym oraz parę niezbędnych aplikacji oferowanych dotychczas - często w lepszym wykonaniu i za darmo - przez inne firmy. Sarkazm wynika z permanentnego uczucia ?dejavu? towarzyszącego nowym wersjom okien, szczególnie po sprawdzeniu obietnic w praktyce. Także tym razem deklaracje o szybszym uruchamianiu się Windows czy wydajniejszej pracy programów zdają się - przynajmniej przy dzisiejszym sprzęcie oraz aplikacjach - nie do końca pokrywać z wynikami pierwszych testów. Aby przekonać się o rzeczywistej wartości Windows Me, zainstalowaliśmy finalną (kompilacja 4.90.3000), angielską wersję systemu na trzech komputerach: notebooku z PII 266, 64 MB RAM i twardym dyskiem 4 GB, pececie HP Vectra VL8i z PIII 550, 128 MB RAM i dyskiem 13 GB oraz maszynie własnej konstrukcji z Athlonem 500, płytą główną Asus K7V, 128 MB RAM i dyskiem 20 GB. Sprawdziliśmy też polską wersję beta 4.90.2499, która była jednak na tyle niedopracowana, że postanowiliśmy nie uwzględniać jej w ogólnej ocenie systemu.
Nietrudno się domyślić, że instalacja trwała najdłużej w przypadku notebooka - system był gotowy do użytku dopiero po 40 minutach. Natomiast zarówno na HP, jak i maszynie z Athlonem proces uruchamiania Windows Me trwał około 25 minut. Instalacja składa się z dwóch etapów:
- kopiowania plików i konfigurowania ustawień
- kończących się restartami komputera
Jej przebieg nie różni się zbytnio od tego, co znamy z Windows 98: jedynym nowym elementem jest zobrazowanie postępu konfigurowania peceta w końcowej fazie instalacji. Dzięki wskaźnikowi postępu pracy dokładnie widzimy, że komputer nie umarł i mimo wszystko coś się dzieje. Jeśli instalujesz system na gołym pececie (bez systemu operacyjnego), tak jak dotychczas, będziesz mógł wybrać instalację typową, minimalną, przenośną (dla notebooków) i niestandardową, w której zaznaczasz składniki do zainstalowania. Już na samym wstępie, oprócz danych użytkownika i kodu produktu, Windows poprosi Cię też o podanie informacji dotyczących lokalizacji i ustawień regionalnych (kraju, języka, klawiatury i strefy czasowej). Później proces przebiega automatycznie, bez interwencji użytkownika. W przypadku dokonywania aktualizacji z obecnej wersji Windows będziesz musiał zdecydować, czy zachować pliki dotychczasowego systemu na wypadek, gdyby WME nie przypadł Ci do gustu. Będzie Cię to kosztowało dodatkowe parę minut i około 150 MB miejsca na dysku, ale, jak wykazał test, powrót z angielskiego WME do polskiego W98 SE był bezbolesny. Opcja ta może się przydać, a zarchiwizowane pliki starego systemu w każdej chwili daje się wykasować. Trzeba przyznać, że Windows Me nie grzeszy skromnością w zajmowaniu miejsca, pożerając aż 350 MB twardego dysku (ale za to później nie woła o swą płytę instalacyjną, gdy dodajesz nowe urządzenia czy programy - podobnie jak w W2K wszystkie pliki kopiowane są na twardziela). Przy planowaniu wielkości partycji dostępnej dla systemu weź też pod uwagę to, że na testowanym notebooku nawet 200 MB, jakie zostało po instalacji, nie wystarczyło do pracy z wbudowaną aplikacją do edycji wideo Windows Movie Maker. Mimo rozbudowanej bazy sterowników i zapewnień o maksymalnej zgodności, na każdym z testowanych komputerów WME nie zainstalował jakiegoś urządzenia. W notebooku była to karta sieciowo-modemowa PC Card 3Com Megahertz, w komputerze HP Vectra sprawa dotyczyła popularnego układu graficznego Matrox G200, ale najbardziej spektakularny okazał się brak sterownika do karty dźwiękowej SB Live! Value zainstalowanej w pececie z Athlonem. Firmowych sterowników wymagały też urządzenia zewnętrzne: modem USB Pentagram Fate na chipsecie Conexant, drukarka atramentowa HP DeskJet 930C, drukarka LED Okipage 4w Plus oraz karta sieciowa 3Com podłączana do portu USB. Na szczęście Windows Millennium akceptuje praktycznie wszystkie sterowniki napisane dla Windows 98 i większość dla Windows 95. Problem ten nie daje się we znaki podczas aktualizacji do WME, ponieważ brakujące sterowniki przejmowane są automatycznie ze starego systemu. O ile można zrozumieć brak wbudowanej obsługi testowego modemu czy adaptera sieciowego USB, to niezrozumiałe wydaje się pominięcie standardu karty dźwiękowej, jakim bez wątpienia jest SoundBlaster Live!. Tymczasem sterowniki SBLive! Value, podobnie jak karty PC Card 3Com Megahertz, znalazły się w starszym przecież i bynajmniej nie domowym Windows 2000. Równie dziwnie wygląda zupełne zignorowanie układów graficznych Matroksa G200 i G400, popularnych zwłaszcza w stacjach roboczych. Czy tak wygląda system operacyjny, który pojawia się głównie po to, by dogonić zmiany sprzętowe? Jednym z powodów, dla których Windows Me ma się szybciej uruchamiać, jest pominięcie przetwarzania dosowych plików AUTOEXEC.BAT i CONFIG.SYS podczas startu systemu. Faktycznie, po włączeniu komputera nie ujrzymy już komunikatu o przygotowaniu strony kodowej i innych, zależnych od wpisów w obu plikach DOS-u. Mało tego, w Millennium niemożliwe jest wywołanie menu uruchomieniowego Windows (klawisz [F8]), dzięki któremu zmuszałeś komputer do pracy w trybie awaryjnym lub wierszu poleceń DOS-u. Teraz jedynym wyjściem jest start peceta z dyskietki (utworzenie dyskietki startowej proponuje instalator WME; później można użyć apletu Dodaj/Usuń programy lub skopiować pliki z katalogu Windows\Command\EBD) albo skorzystać z okna wirtualnej maszyny DOS-u w samym Windows. Czy dało to jakieś rezultaty? Na razie trudno powiedzieć. Taki zabieg powinien przyczynić się do uzyskania większej stabilności systemu, któremu nie będą grozić programy trybu rzeczywistego. Natomiast pomiar czasu uruchamiania się Windows 98 SE i Millennium (czystych, bez zainstalowanych aplikacji zewnętrznych) nie wykazał istotnego przyspieszenia w WME: różnice wahały się od 2 (HP, Athlon) do 5 sekund (notebook) na rzecz nowych okien. Sytuacja może wyglądać inaczej w przypadku systemów mocno obciążonych aplikacjami oraz markowych komputerów z przeinstalowanym, odpowiednio skonfigurowanym WME, gdzie różnica powinna być większa. Niemniej jednak, nie jest to taki skok, jakiego wszyscy oczekujemy - wciąż marzy nam się start Windows w ciągu 10 sekund. Usunięcie DOS-u nie jest całkowite: to, że został pominięty przy uruchamianiu okien nie oznacza jego zupełnej nieobecności w rdzeniu systemu. Dla zachowania zgodności z istniejącymi aplikacjami kod DOS-u został zachowany, choć programy wymagające pełnego trybu rzeczywistego - zwłaszcza narzędziowe - nie będą działały w WME. Próba instalacji niektórych z nich, jak np. pakietów Norton SystemWorks 2000 czy Partition Magic 5, kończy się nawet ostrzeżeniem systemu o nieprawidłowym ich działaniu w nowych oknach. Bez problemu natomiast używaliśmy dosowych programów Norton Ghost PE do klonowania dysków oraz Ranish Partition Manager do zarządzania partycjami (aczkolwiek boot manager zainstalowany przez tę ostatnią aplikację został bezlitośnie wyrzucony podczas instalacji WME). Pod tym względem Millennium upodobnił się do W2K, w którym wszelkie operacje dokonywane poza udziałem systemu operacyjnego są niedozwolone. Windows 2000 nie pozwala aplikacji odwoływać się do sprzętu bez pośrednictwa sterowników, dzięki czemu system jest stabilny i odporny na ataki wirusów, które np. próbują sformatować twardy dysk. Wyrzucenie trybu rzeczywistego DOS-u z WME znacznie zmniejszy szanse pojawiania się niebieskich ekranów śmierci, poprawiając jednocześnie ogólne bezpieczeństwo okien. Nowy odtwarzacz jest silnie zintegrowany z WWW: może pobrać informacje o słuchanej właśnie płycie audio i to nie ograniczając się tylko do tytułów utworów oraz wykonawcy, lecz również pokazując na życzenie recenzję płyty wraz z biografią artystów. Powyższe dane pochodzą z witryny Microsoftu WindowsMedia.com, ale jeśli odtwarzacz nie może w niej znaleźć opisu krążka, próbuje szczęścia w innych miejscach. Funkcja tunera radiowego to po prostu wbudowana w Windows Media Player witryna Radio Guide znana z Internet Explorera. Do wyboru są setki stacji radiowych z całego świata (w tym wiele polskich), które segreguje się według formatu, języka, kraju nadawania itp. Jednak w przypadku polskiego użytkownika tuner będzie miał niewielki sens - słuchanie radia na połączeniu modemowym to przyjemność co najmniej ekstrawagancka. Siódma wersja WMP wprowadza wreszcie tzw. playlisty, czyli listy utworów/filmów, które mają być automatycznie odtwarzane w kolejności lub losowo. Odtwarzacz na Twoje życzenie może przejrzeć zasoby komputera w poszukiwaniu plików multimedialnych i z wyniku tej operacji utworzyć bibliotekę dostępnych mediów. Na szczęście w przeciwieństwie do wersji beta WMP pojawiła się opcja wykluczenia z poszukiwań plików medialnych zawartych w folderach Windows, dzięki czemu unikniesz długiej listy dźwięków systemowych. Szkoda tylko, że WMP nie pozwala odtworzyć tylko jednego pliku z biblioteki, lecz traktuje go jako pierwszy w kolejności i kontynuuje odtwarzanie pozostałych z listy. Idąc za modą zapoczątkowaną przez odtwarzacze MP3, Microsoft postanowił "oswobodzić" interfejs graficzny swego programu i zastosował tzw. skóry w polskiej wersji beta zwane karnacjami. Do wyboru jest kilka gotowych wzorów, a inne można pobrać z Internetu. Programiści z MS czegoś chyba jednak nie dopracowali, bo kilka razy zdarzyło się, że próba zmiany powłoki kończyła się całkowitym zawieszeniem komputera wymagającym wyłączenia zasilania. Wrażenia wzrokowe potęgują wizualizacje - graficzne prezentacje dynamiki dźwięku. Wraz z Windows otrzymujesz ich kilka, pozostałe są dostępne z Sieci. Warto wspomnieć, że Windows Media Player 7 ma wbudowany efekt przestrzenny SRS Wow (faktycznie działa i to jak!), efekty DSP oraz korektor graficzny. Windows Movie Maker przyda się wszystkim tym, którzy dysponują cyfrowymi urządzeniami wideo (wystarczy sterownik TWAIN) lub kartami przechwytywania i chcieliby używać komputera do prostej edycji (montażu) swych filmów. W ramach WMM tworzy się kolekcje filmów składające się z klipów. Klipy natomiast to źródłowe pliki wideo podzielone na ujęcia oraz pliki graficzne. Z tych właśnie "klocków" bardzo łatwo i szybko układa się kompozycję, którą na koniec zapisuje się w postaci jednolitego pliku - niestety, tylko we własnym formacie Microsoftu WMV, przeznaczonym przede wszystkim do transmisji poprzez Internet (format strumieniowy). Jak to się robi? W ramach danej kolekcji importujesz plik wideo lub graficzny. Podczas wczytywania pliku wideo program sam dokona jego podziału na klipy na podstawie analizy zmian ujęć (jest też opcja podziału ręcznego). Poszatkowany film pojawi się na stole montażowym w postaci ikon poszczególnych klipów. Teraz wystarczy techniką przeciągania i upuszczania układać klipy w żądanej kolejności na klatkach kliszy filmowej u dołu okna WMM. Oczywiście klipy wideo możesz rozdzielać przygotowanymi plikami graficznymi. Gdy zakończysz planowanie akcji, przechodzisz do etapu montażu precyzyjnego, polegającego na ustalaniu przenikania ujęć i obcinaniu zbędnych fragmentów klipów (bez naruszenia pliku źródłowego). Wykonuje się to bardzo intuicyjnie na podstawie osi czasowej, przesuwając znaczniki początku i końca klipu (obcinanie) oraz przesuwając jeden klip na sąsiedni (długość przenikania). Przez cały proces montażu dostępne jest okno podglądu, które ułatwia wybieranie właściwych fragmentów klipu i pozwala obejrzeć efekty pracy. Jak już wspomnieliśmy, ukończone dzieło można zapisać tylko w formacie WMV z kilkoma opcjami jakości, zależnie od rodzaju łącza, jakie zostanie użyte do publikacji pliku w Internecie i jego późniejszego odtwarzania. Movie Maker oferuje też funkcje wysłania gotowego filmu poprzez e-mail lub na serwer WWW bezpośrednio z programu. To ściśle internetowe przeznaczenie aplikacji powoduje, że wartość WMM będzie w Europie, a tym bardziej Polsce, niewielka - przynajmniej do czasu upowszechnienia się łączy szerokopasmowych. Natomiast, w przeciwieństwie do rozwiązań programowych typu Movie Maker czy internetowego radia z WMP 7, już wkrótce mogą być zauważalne efekty nowej technologii Microsoftu o nazwie Windows Image Acquisition (WIA). Jej zadaniem jest polepszenie współpracy Windows z urządzeniami cyfrowej rejestracji obrazu - skanerami, aparatami cyfrowymi, magnetowidami itp. Po zainstalowaniu odpowiednich sterowników apletem Skanery i aparaty cyfrowe z Panelu sterowania sprzęt tego typu pojawia się w oknie Eksploratora jako kolejny element Mojego komputera, dostępny jak każdy dysk czy folder. Dzięki takiemu rozwiązaniu wykonane zdjęcia czy filmy można od razu i łatwo obejrzeć czy przenieść do komputera. Integracja z urządzeniami rejestracji obrazu sięgnęła nawet starego Painta, którego menu Plik oferuje Ulepszenia nie ominęły także części sieciowej Windows. Microsoft postawił na sieci domowe, stąd obecność nowego kreatora, który w ciągu paru minut zamienia komputer z Windows Me w bramkę do świata Internetu. Pozostałe pecety w sieci konfigurowane są automatycznie z dyskietki wykonanej przez kreator i korzystają z połączenia modemowego lub stałego udostępnianego przez maszynę-bramkę. Kreator sieci domowej współpracuje z różnymi typami sieci -bezprzewodowymi, zwykłymi typu Ethernet, a także bardzo popularnymi rozwiązaniami na okablowanie telefoniczne (homePNA).

 

 

Wstecz Do Strony Głównej

Wstecz Do Systemy Operacyjne